Background
Robert Jaruga

Naród pieniaczy czy ofiary statystycznego oszustwa?

Od zawsze miałem na pieńku z polskim prawem. A mówiąc ściślej, to ono ma problem ze mną. Nie dorasta do pięt moim wyobrażeniom o sprawiedliwości, racjonalności i humanizmie. To prawodawcza parodia, nonsens podniesiony do potęgi absurdu, farsa na fundamencie niedorzeczności (sam byłem uwikłany w proces, który trwał 17 lat. Wiem co piszę).

Nic dziwnego, skoro twórcami tych przepisów byli kolejni Lepperowie, Macierewicze i inni prawnicy – partacze. Administracyjne, cywilne, podatkowe – wszystkie te dziedziny prawa wołają o pomstę do nieba. O karnym na razie się nie wypowiadam, bo jeszcze nie miałem (nie)przyjemności się z nim zetknąć.

• Mądrość sędziów ponad literą prawa

Na szczęście prawo to nie tylko jego litera, ale także sądy – miejsca, w których na ogół zasiadają ludzie mądrzejsi niż w parlamencie. To oni, żeglując po tym morzu prawnej farsy, starają się ustanowić na ziemi choć odrobinę sprawiedliwości. Dlatego właśnie nie samo prawo – jako zbiór przepisów – jest najważniejsze, ale orzeczenia sądowe.

Nie mają one w Polsce takiej mocy jak np. w Anglii, gdzie wyroki są bezpośrednim źródłem prawa, ani takiej wagi jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie tworzą tzw. precedensy i kształtują całe systemy prawne.

Orzeczenia polskich sądów stanowią jednak ważną wykładnię. Istnieje tu choćby pojęcie „powagi rzeczy osądzonej”, z którego wynika, że obywatel ma prawo zakładać, iż jeśli w danej sprawie zapadł już wyrok, to w podobnej sprawie może spodziewać się podobnego rozstrzygnięcia.

Adwokaci, prokuratorzy i sędziowie, uzasadniając swoje stanowiska, często powołują się na “powagę rzeczy osądzonej”, kopiując i wklejając sentencje z innych orzeczeń (Ctrl+C, Ctrl+V).

• SAOS na widelcu

 

Aby jednak móc się na coś powoływać, trzeba mieć dostęp do tych wyroków. Właśnie w tym celu powstał tzw. SAOS – System Analizy Orzeczeń Sądowych. W instrukcji tego internetowego systemu czytamy, że „ … gromadzi i udostępnia dane orzeczeń polskich sądów. Ułatwia ich przeszukiwanie, przeglądanie oraz zbiorczą analizę.”

Z SAOS-a chętnie korzysta świat prawniczy. A że i  ja ostatnio nie byłem pewien, czy jedzenie rosołu widelcem kwalifikuje się jako czyn nieobyczajny, postanowiłem zajrzeć do jego zasobów.

Skorzystałem, a potem kliknąłem w zakładkę „Analizy”, gdzie moim oczom ukazał się wykres, który i Wy możecie zobaczyć poniżej. Przedstawia on liczbę spraw załatwianych przez sądy powszechne w kolejnych latach.*

Osobliwy kształt wykresu ukazuje dramatyczny spadek liczby orzeczeń polskich sądów. Z 61 428 w 2016 roku do zaledwie 12 249 w 2024. Osiemdziesiąt procent w dół! Co to oznacza?

• Tajemnica pustych sal sądowych

Może Polacy wreszcie osiągnęli nirwanę? Przestali się sądzić? Stosunki międzyludzkie rozkwitają harmonią, a pretensje wyparowały niczym kamfora? A może wręcz przeciwnie: społeczeństwo straciło wiarę w sądy i wróciło do tradycyjnych metod rozwiązywania sporów – sierp i kłonica zastąpiły paragraf?

Inna możliwość: sądy zapchane po brzegi, sędziowie leniwi jak osy w listopadzie. Wydajność aparatury sądowniczej legła w gruzach. Zawał, zadyszka, cholera wie co.

No i zawsze pozostaje opcja, że dane są błędne, a system liczyć nie umie. Tak czy siak, sprawa wydaje się ważna i domaga wyjaśnienia.

Postanowiłem dotrzeć do źródła, a więc do Ministerstwa Sprawiedliwości, gdzie rezyduje zacny minister, ongiś Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar. Wysłałem do rzeczniczki prasowej maila z prośbą o komentarz w sprawie dramatycznego spadku liczby orzeczeń. Chciałem wiedzieć, jak ministerstwo ją interpretuje.

• Ministerstwo Sprawiedliwości kontra Uniwersytet Warszawski

Odpowiedź z Wydziału Prasowego, Biura Komunikacji i Promocji, nadeszła stosunkowo szybko: “Ministerstwo Sprawiedliwości nie współpracuje z konsorcjum realizującym projekt SAOS, czyli z Interdyscyplinarnym Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego”.

“W załączeniu przesyłamy dane statystyczne dotyczące ewidencji spraw w sądach powszechnych w latach 2015-2024 zgromadzone i opracowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości” – głosił dopis.

Eureka! Właśnie o to mi chodziło. Dostałem excelowską tabelkę, która dowodzi, że ci modelowacze z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego chyba modelują własną niewiedzę.

Rok Sprawy wpływające Sprawy załatwione Pozostałość z poprzedniego roku
2015 15 156 076 15 101 484 2 299 495
2016 14 910 925 14 192 092 3 018 336
2017 15 782 479 15 835 956 2 964 885
2018 15 049 054 14 915 001 3 098 942
2019 17 728 999 16 400 377 442 768
2020 13 984 528 14 381 454 4 030 048
2021 14 262 435 14 458 411 3 830 048
2022 14 636 438 14 910 352 3 559 163
2023 14 667 358 14 855 026 3 371 495
2024 14 638 103 14 375 112 3 634 486

Różnice są dramatyczne, oczywiste dla każdego, kto skończył podstawówkę. Sami zobaczcie!

Mianowicie, w 2016 roku do sądów wpłynęło ponad 14 milionów spraw, a załatwiono też nieco ponad 14 milionów. W zeszłym roku wpłynęło nie 12 tysięcy, ale również ponad 14 milionów. Widać więc, że ilość spraw wpływających i załatwianych utrzymuje się na podobnym poziomie.

• Zmajstrowany za bańki, działa na oparach

Następny krok: Uniwersytet Warszawski, który za kilka baniek z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju zmajstrował ten system. Chciałem wiedzieć, dlaczego kłamie. Wyjaśnili. System powstał 10 lat temu i jakoś działa, mimo braku budżetu, na głodowych racjach. Skoro brakuje pieniędzy, to nic dziwnego, że system bredzi i podaje fałszywe liczby. Nie zasysa wszystkich danych z sądów. Wprost o “myleniu się” nie wspomnieli, ale taki właśnie sens wyłania się z odpowiedzi na mojego maila, wysłanego do wszystkich uczestników konsorcjum, które spłodziło ten  SAOS.

Szkoda, że system się myli, ale przyjrzałem się teraz danym z ministerstwa. Wychodzi na to, że jesteśmy narodem pieniaczy.

• Czy polscy sędziowie to nadludzie?

No bo, w Polsce jest około 30 milionów dorosłych, czyli zdolnych do czynności prawnych. Skoro wpływa 14 -15 milionów spraw rocznie, to wychodzi, że co drugi dorosły ciąga się po sądach. A przecież przed sądem zazwyczaj stają dwie strony, więc uwikłane jest prawie 30 milionów ludzi, czyli 96 proc. dorosłych!

Przez ostatnie 9 lat Polacy wnieśli 135 milionów spraw, czyli minimum trzy na głowę. Przeczy to moim doświadczeniom, ale może żyję w jakiejś prawnej oazie spokoju? Skoro ministerstwo tak twierdzi, to trudno polemizować, zwłaszcza że to chyba nie żaden błąd w Excelu ani żart pani rzecznik.

Na witrynie ministerstwa też widnieją te nieprawdopodobne dane, rzekomo poparte rzetelnymi wyliczeniami.

Podają 14,9 miliona spraw rocznie, 376 sądów powszechnych i około 2500 sędziów orzekających w sądach rejonowych i okręgowych. Prosta matematyka: 14 900 000 spraw dzielone przez 2500 sędziów daje 5960 spraw na jednego sędziego rocznie. Przy 251 dniach roboczych wychodzi 24 sprawy dziennie, czyli trzy na godzinę. Powątpiewam.

• Polska kontra Niemcy

Mój sceptycyzm kazał mi spojrzeć na naszych zachodnich sąsiadów, Niemców, których jest prawie 90 milionów. Ich system wymiaru sprawiedliwości, podzielony na sądy powszechne i specjalne (te drugie niepodlegające Ministerstwu Sprawiedliwości), w gruncie rzeczy działa podobnie do polskiego, rozpatrując sprawy karne, cywilne, rodzinne, gospodarcze, spadkowe, opiekuńcze, wpisy do ksiąg wieczystych, rejestry handlowe itd itp. Sądy specjalne to sądy administracyjne, pracy, socjalne i finansowe. Niemiecka skrupulatność podaje, że łącznie wszystkie sądy w Niemczech rozpatrują ok. 9,5–10 mln spraw rocznie.

• O czym to świadczy?

Być może o tym, że w Polsce mamy najbardziej konfliktowy, pieniący się, procesujący naród Europy, który z każdej pierdoły robi pozew. A może przeciwnie – że mamy system, który przestał rozróżniać między realną sprawiedliwością a biurokratyczną buchalterią, gdzie każda pieczątka, każdy świstek to już „sprawa sądowa”. Może to też znak, że statystyka dawno przestała odzwierciedlać rzeczywistość, a służy głównie do wycierania sobie nią ust przy okazji prezentacji budżetu lub reform.

Może rzeczywiście społeczeństwo się sądzi, aż się kurzy, a sądy wyrabiają normy jak w kołchozie, albo ktoś – gdzieś – przestał odróżniać dane od danych.

Jeśli niemiecki wymiar sprawiedliwości przy niemal trzykrotnie większym społeczeństwie obsługuje 30 proc. mniej spraw niż polski, to trzeba sobie w końcu zadać pytanie nie „kto tu się pomylił?”, ale czy jeszcze ktoś w ogóle wie, co liczy.

I może najwyższy czas, żebyśmy – zanim uwierzymy w kolejną tabelkę – sprawdzili, czy jej twórca zna różnicę między rzeczywistością a Excelem.

Napisał był
Robert Jaruga

Obecny zespół redakcyjny

Redakcja

  • Jerzy Urban – honorowy redaktor naczelny (w stanie wieczystej czujności)
  • Agnieszka Wołk-Łaniewska – redaktor naczelny
  • Edyta Baker – sekretarz redakcji (pamięta więcej niż archiwum państwowe)
  • Krzysztof Olejnik, Paweł Ferenc – grafika
  • Katarzyna Szajowska – korekta (nie poprawia błędów stylistycznych, z szacunku dla gatunku)

Autorzy (alfabetycznie, choć w praktyce piszą, jak chcą)

Przemysław Ćwikliński, Idalia Dubicka, Piotr Gadzinowski, Anna Grodzka, Robert Jaruga, Tadeusz Jasiński, Marta Miecińska, Wojciech Mittelstaedt, Łukasz Piotrowicz, Marek Sanowski, Izabela Szolc, Maciej Wiśniowski.

Każdy z nich pisze o czymś innym, ale wszyscy o tym samym — że w Polsce wciąż jest o czym pisać.

URMA Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością

KRS: 0000021115

NIP: 5210124426

REGON: 012022937

Prezes Zarządu Marta Karolina Miecińska

Siedziba spółki

ul. Poznańska 3 / 9
00-680 Warszawa
Polska
URMA prowadzi działalność wydawniczą i medialną, wspierając projekty o charakterze publicystycznym, satyrycznym i społecznym.
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas