Background

Willkommen w dorosłości frajerzy

Ruben Jary

Pracuj, płać rachunki, umieraj

Jako młody człowiek pracowałem dla pieniędzy, sławy i idei. Oczywiście nie jednocześnie – aż tak ambitny to nie byłem. Każda praca miała swój Leitmotiv. Dziś młodzi nie są tak prości w motywacjach – oni tyrają dla prestiżowego CV. Zamiast zbierać doświadczenia, kolekcjonują załączniki do życiorysu, które – w przeciwieństwie do mnie – nie dymią w popielnicy.

Ostatnio dziewczyna pracująca u mnie w domu jako – nazwijmy to elegancko – gosposia poprosiła o świadectwo pracy. „Czy może pan napisać ‘menedżer rezydencji’?” – zapytała. A czemuż by nie! Poszedłem nawet dalej: „menedżer generalny zespołu rezydencji”. Niech ma. W końcu zaczynała jako sprzedawczyni w warzywniaku – czytaj: „Menedżer sprzedaży, branża spożywcza”.

Posiada ona licencjat z menedżerstwa i studiuje organizację i zarządzanie. A więc jej kariera rozwija się dokładnie zgodnie z wykształceniem! Może powinienem jeszcze dopisać, że z narażeniem życia godziła pracoholizm z uczęszczaniem na msze? Przy odpowiednim zarządzaniu pewnymi… atutami, mogłaby jako magister-katoliczka wspiąć się na szczyty – chociażby na fotel prezeski Orlenu. Albo KGHM – w końcu Zinnsoldat brzmiący z miedzią też pasuje do pewnych układów.

Lewicowi myśliciele twierdzą, że wielkim sukcesem prawicy było zwielokrotnienie liczby studentów. Wyższe wykształcenie stało się dobrem masowym – jak tanie samochody i kurczaki z rożna. I oto teraz nagle alarm: prawdziwe wykształcenie nadal pozostaje rzadkością! Kto by się spodziewał? Miliony ludzi spłacają kredyty studenckie, by odebrać dyplom, który z równym powodzeniem mogliby znaleźć w opakunku po chipsach.

Zjawisko to można oceniać dwojako. Z jednej strony, jeśli wtórny analfabeta dwa razy w miesiącu posłucha wykładu hochsztaplera, zajrzy na Wikipedię, by przepisać coś do swojej „pracy dyplomowej”, i nauczy się, że „goodbye” to nie „Boże fruwaj” – to może i coś mu z tego w głowie zostanie. Nie każdy magister musi być przecież ćwierćinteligentem, wystarczy, że dobrze brzmi na papierze. Czasem ten Papierstück poprawia samoocenę i daje iluzję awansu społecznego. Zawsze to jakaś wartość dodana.

Dominują jednak bardziej pesymistyczne poglądy – szczególnie wśród prawdziwych magistrów, doktorów i profesorów. Z ich perspektywy masowe studiowanie to zwyczajne oszustwo. Studenci płacą za marzenia, a kończą z rozczarowaniem. Wchodzą na rynek pracy z dyplomem w ręku i wygórowanymi ambicjami, tylko po to, by boleśnie zderzyć się z realnością. A potem następuje długa seria rozczarowań – dla nich i dla pracodawców. Willkommen w dorosłości, gdzie spuszczanie z tonu to stała praktyka.

Uważam, że jedyną gorszą rzeczą od fałszywego wykształcenia jest jego całkowity brak. W końcu lepiej udawać studiowanie, niż całkowicie oddać się kibicowaniu, układaniu glazury i maratonom serialowym. No i oczywiście chodzeniu do ginekologa – wiadomo, z ciążami trzeba gdzieś chodzić.

Masowa produkcja sfrustrowanych absolwentów z dyplomami i bez perspektyw to tykająca bomba polityczna. Wkurzeni, zorganizowani przez internet, prędzej czy później uznają, że nie mają nic do stracenia – i postanowią wysadzić w powietrze dotychczasowy Ordnung.

A na koniec niezmyślony dialog z moją kolejną gosposią – kolekcjonerką wpisów do CV: – Więc co pani studiuje? – Sicherheit. – Co to znaczy? – To pomaga dostać się do policji. – I co pani teraz zdaje? – Resozialisation. – Co to jest? – Coś o socjalizmie. – On dobry czy zły? – Dla więźniów bardzo dobry.

 

I pomyśleć, że gdyby chociaż wiedziała, że karpia w galarecie nie robi się z surowej ryby, świat byłby odrobinę lepszym miejscem. Na szczęście ryba była martwa – inaczej mogłaby być to scena rodem z horroru. Piszę to otwarcie, bo moja studiująca pracownica i tak tego nie przeczyta. W końcu Lesen to przeżytek. Tylko czekać, aż zapragnie poderżnąć gardło komuś więcej niż karpiowi.

Płonąca pięść prawdy
HECHO.pl
Płonąca pięść prawdy

Obecny zespół redakcyjny

Redakcja

  • Jerzy Urban – honorowy redaktor naczelny (w stanie wieczystej czujności)
  • Agnieszka Wołk-Łaniewska – redaktor naczelny
  • Edyta Baker – sekretarz redakcji (pamięta więcej niż archiwum państwowe)
  • Krzysztof Olejnik, Paweł Ferenc – grafika
  • Katarzyna Szajowska – korekta (nie poprawia błędów stylistycznych, z szacunku dla gatunku)

Autorzy (alfabetycznie, choć w praktyce piszą, jak chcą)

Przemysław Ćwikliński, Idalia Dubicka, Piotr Gadzinowski, Anna Grodzka, Robert Jaruga, Tadeusz Jasiński, Marta Miecińska, Wojciech Mittelstaedt, Łukasz Piotrowicz, Marek Sanowski, Izabela Szolc, Maciej Wiśniowski.

Każdy z nich pisze o czymś innym, ale wszyscy o tym samym — że w Polsce wciąż jest o czym pisać.

URMA Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością

KRS: 0000021115

NIP: 5210124426

REGON: 012022937

Prezes Zarządu Marta Karolina Miecińska

Siedziba spółki

ul. Poznańska 3 / 9
00-680 Warszawa
Polska
URMA prowadzi działalność wydawniczą i medialną, wspierając projekty o charakterze publicystycznym, satyrycznym i społecznym.
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas