Background

Orka w worku

Robert Jaruga
Artykuły arrow_drop_down

Szwedzi obiecują, admirałowie salutują, podatnik nurkuje

Zauważyliście zapewne, że w zeszłym tygodniu wasze portfele stały się lżejsze o 20 mld zł.

Stało się to w atmosferze podniosłej, przy akompaniamencie uścisków dłoni, które wymieniali: minister Kosiniak-Kamysz, szwedzki premier Ulf Kristersson oraz nasz Premier, którego nazwiska nie muszę wymieniać. Byli tam wiceadmirał Piotr Nieć, który dowodzi Centrum Operacji Morskich (operacje te polegają na przesuwaniu pinezek po mapie Bałtyku) oraz jeszcze ważniejszy wiceadmirał Krzysztof Jaworski, zastępca Dowódcy Generalnego.

A o co chodzi? Podpisano umowę ze szwedzkim Saabem na dostawę trzech łodzi podwodnych klasy A26, zwanych „Blekinge”. Dla niewtajemniczonych: Blekinge to taki szwedzki odpowiednik naszych Kujaw. Te cuda techniki mają do nas trafić do 2038 roku. Za dwanaście lat, czyli wtedy, kiedy dzisiejszy minister Kamysz będzie już ekspertem w telewizji. Oczywiście, ze względu na „interes obronności”, szczegóły umowy są tajne. Ale istnieje też inna opcja – szczegóły te są po prostu śmieszne.

Orka na szwedzkim ugorze

W wyścigu o nasze miliardy, w dumnie nazwanym programie „Orka”, startowali zawodnicy z Niemiec, Włoch, Francji, Hiszpanii i Korei Południowej. Faworytem był niemiecki ThyssenKrupp Marine Systems – gigant, który zwodował ponad 200 okrętów podwodnych i wie o nurkowaniu wszystko. Niemcy jednak nie wygrali. Wygrali Szwedzi z koncernu Saab.

Gdyby zapytać, ile okrętów podwodnych klasy A26 „Blekinge” wyprodukował do tej pory Saab, odpowiedź brzmi: zero. Słownie: zero. Ten okręt w naturze nie istnieje. Co więcej, jeśli spojrzymy na całe szwedzkie doświadczenie w podmorskiej dziedzinie, okaże się, że ostatni swój okręt podwodny – klasy „Gotland” – zwodowali niemal 30 lat temu (mają ich 3).

Szwedzi potrafią robić wiele rzeczy lepiej od innych. Przyzwoite meble, bezpieczne samochody dla nudziarzy, wódkę Absolut, po której kac jest bardziej europejski, a nawet prezerwatywy. Ale w kwestii budowania nowoczesnych potworów głębinowych ich doświadczenie jest, delikatnie mówiąc, umiarkowane.

Historia wygląda mniej więcej tak. Kluczowa jest tu szwedzka stocznia Kockums, w której w latach 90. powstały te „Gotlandy”. Sprawy się skomplikowały w 1999 roku, kiedy Kockums trafił w ręce niemieckiej stoczni HDW, a ta później znalazła się w grupie ThyssenKrupp Marine Systems. Czyli w uproszczeniu: szwedzkie podwodne kompetencje znalazły się pod kontrolą niemieckiego przemysłu stoczniowego.

Niemcy nie zrobili z Kockums fabryki nowych okrętów podwodnych. Stocznia pracowała przy systemach, komponentach, modernizacjach. Dla Szwedów jednak strategiczny problem był oczywisty: państwo nad Bałtykiem, z własną marynarką, doktryną i strachem przed Rosją, nie miało pełnej kontroli nad najważniejszym miejscem, w którym mogłoby budować własną flotę podwodną.

Około 2012 roku Szwedzi doszli więc do wniosku, że tak dalej być nie może. Potrzebna jest stocznia, ludzie, dokumentacja, warsztaty, łańcuch dostaw i wiedza. Na scenę wchodzi zatem Saab. W 2014 roku Saab odkupił Kockums od Niemców z ThyssenKruppa.

W odzyskanym Kockums remontuje się teraz „Gotlandy”, ale równocześnie rozpoczęto budowę dwóch nowych okrętów podwodnych A26 dla szwedzkiej marynarki wojennej.

Kontrakt ze szwedzką agencją zakupów obronnych Saab podpisuje w 2015 roku. Jednostki „Blekinge” planowano dostarczyć w latach 2022–24. W 2022 okazało się jednak, że sprawy poszły nieco inaczej, niż zakładano. Okrętów nie było. Ale w takich sytuacjach nie mówi się „nie zdążyliśmy”, tylko „zaktualizowaliśmy harmonogram”. Nowy przewidywał dostawy w latach 2027–28. Zaktualizowano również cenę. W górę, rzecz jasna.

Potem przyszedł rok 2025 i okazało się, że także termin 2028 jest pojęciem raczej kabaretowym niż technicznym. Trudności obiektywne, złożoność projektu, ryzyka technologiczne itd. Nowy termin dostaw szwedzkich A26 przesunięto na lata 2031 i 2033. Koszt programu wzrósł do 25 mld koron szwedzkich.

W efekcie okręt, który dekadę temu miał być bliską przyszłością, stał się przyszłością mglistą. Termin spuchł o dziewięć lat, koszt urósł. A26 wciąż pozostaje konstrukcją niedokończoną.

Gawron pod wodą

Teraz trzeba zadać sobie pytanie zasadnicze: jak to się stało, że firma Saab, która miała niewielką rękojmię w postaci samodzielnie dostarczonych nowych okrętów podwodnych, wywalczyła kontrakt, który w sposób oczywisty wydawał się należeć do Niemców jako najbardziej predestynowanych? Aby to zrozumieć, trzeba nawiązać do polskiej przeszłości związanej z budową „nowoczesnych” korwet „Gawron”.

Program „Gawron” rozpoczął się w 2001 roku. Planowano budowę siedmiu jednostek. Wtedy położono stępkę pod pierwszą, która w 2005 miała być gotowa, ale się nie udało. Potem w 2009 roku „Gawron” miał już wejść do służby, ale nie wszedł. W 2012 budowę korwety formalnie przerwano, bo koszty, opóźnienia i racjonalizacja wydatków.

Pojawił się nawet scenariusz złomowania kadłuba i przerobienia na żyletki. W 2013 zdecydowano, że istniejący kadłub zostanie dokończony jako okręt patrolowy. W 2014 przeprowadzono techniczne wodowanie. Ostatecznie w 2019 roku okręt przekazano Marynarce Wojennej jako ORP „Ślązak”. Program „Gawron” zaczął się więc jako plan budowy nowoczesnej flotylli zaczepnej, a skończył po 18 latach jednym okrętem patrolowym.

Wybór kulturowo najbliższy

I o to właśnie chodzi! Państwo polskie nie szuka przecież okrętów, które pływają, tylko takich, o których można bez końca dyskutować. Niemcy to naród beznadziejnie nudny. Zbudowaliby te łodzie, dostarczyli w terminie i zamknęli temat. A gdzie przestrzeń na radosną orgię biurokracji?

Wybór Saaba to genialne posunięcie strategiczne. Szwedzi oferują nam: lata fascynujących delegacji do Sztokholmu, niekończące się noclegi w luksusowych hotelach, tysiące pilnych telefonów i radosne „aktualizowanie harmonogramów”. Turystyka zbrojeniowa w najczystszej postaci.

Baa! Marynarka Wojenna z rozbrajającą szczerością zresztą wyjaśniła, że oferta Saaba jako jedyna „spełniała wymagania”. Oczywiście! Naturalnie! Skoro my potrafimy budować jedną motorówkę przez dwie dekady, to szwedzka tradycja opóźnień jest nam kulturowo najbliższa. To duchowe braterstwo partaczy.

Chcemy, żeby było długo, nielogicznie i z zakrętami. W mętnej wodzie najlepiej czują się nie tylko okręty podwodne, ale przede wszystkim ci, którzy je za nasze pieniądze zamawiają.

Niewidzialna podwodna armada

Ale ten szwedzki kontrakt natchnął mnie do wizji genialnej w swej prostocie, godnej największych strategów: skoro i tak nie potrafimy niczego zbudować, stwórzmy flotę idealną.

Idealny okręt podwodny jest absolutnie niezawodny. Nie może doznać awarii silnika, wycieku z baterii ani buntu załogi. Nie trzeba go remontować, malować ani ubezpieczać. Nie wymaga paliwa, infrastruktury portowej ani marynarzy.

Idealna łódź podwodna to ostateczne rozwinięcie technologii „stealth”. Okręt niewidzialny, że nie widzą go sonary i satelity. Zatem innymi słowy idealny okręt podwodny to okręt, którego nie ma, ale można przecież udawać, że – tak jak to z okrętami podwodnymi bywa – zawsze jest pod wodą.

Wyobraźcie sobie tę grozę na Kremlu: dowiadują się, że Polska posiada 500 takich jednostek. Rosyjscy admirałowie dostają rozstroju nerwowego, bo ich radary pokazują czystą wodę, myśląc, że pod falami czai się potęga, której nie da się zatopić.

Nie wiem, czy rozumiecie ten majstersztyk: wystarczy podpisywać przed kamerami kolejne, coraz bardziej absurdalne kontrakty. Niech świat widzi błysk wiecznych piór i uściski dłoni z prezesami zagranicznych koncernów. Nie chodzi przecież o to, żeby wojować, tylko żeby odstraszać. A nic tak nie mrozi krwi w żyłach, jak wróg niewidzialny, nieistniejący i całkowicie nieobliczalny.

Polska od lat przecież specjalizuje się w potędze urojonej. Czas zrobić z tego broń narodową. To najtańsza flota świata: zerowe zużycie paliwa, zerowa emisja spalin i stuprocentowa pewność, że żaden z tych okrętów nigdy nie zatonie.

Bo żeby zatonąć, trzeba najpierw być.
My tę fazę, z właściwym sobie sprytem, po prostu pominiemy.

Robert Jaruga

O Autorze :

O Autorze : call_made

Robert Jaruga

O AUTORZE : Jest sukcesem reprodukcyjnym ojca Józefa i matki Marii. Jasno z tego wynika, że urodził się w świętej rodzinie. Skończył dziennikarstwo w Warszawie i nauki polityczne w Hamburgu. Wolno mu więc o sobie mówić, że jest prawdziwym hamburgerem. Pociesza go, że składa się z inteligentnej materii o masie 1300 gramów (waga mózgu). Martwi, że zliczając masę 7,3 miliarda mózgów zamieszkujących Ziemię wychodzi, że inteligentna materia stanowi pomijalny procent materii nieinteligentnej, z której składa się makrokosmos. (Perfekcyjny w pielęgnacji swej intelektualnej niezależności – przyp. red).

Więcej artykułów

trending_flat
Gdańska giełda ruin

Wybraliśmy się do Gdańska, by sprawdzić, czy dąb imienia Lecha Wałęsy nad Motławą zaczął już owocować. Drzewko – w przeciwieństwie do swojego patrona – zachowuje na razie wstydliwą wstrzemięźliwość i żadnych żołędzi Wałęsy światu nie objawiło. Przy okazji, chcąc nie chcąc, wdepnęliśmy w ten gdański spęd pod szyldem Konferencji Odbudowy Ukrainy 2026. W halach AMBEREXPO przedstawiciele stu państw i narodów zjednoczyli się w radosnym urojeniu, że warto inwestować w państwo, w które walą rosyjskie rakiety. Pomysł wydaje się równie błyskotliwy, co handel luksusowymi apartamentami na czwartym piętrze właśnie płonącej kamienicy, przy jednoczesnym zapewnianiu frajerów, że straż pożarna dysponuje obiecującą strategią gaszenia, którą wdroży, gdy tylko pogorzelisko nieco ostygnie. To nie dyplomacja, to zbiorowa paranoja. Miliardy z mikrofonu Zapowiadano zlot dziesięciu premierów, ale jak to w polityce bywa, przybyło dwóch: Donald Tusk, który jako gospodarz musiał tam być, by pilnować żyrandoli, […]

trending_flat
Orka w worku

Szwedzi obiecują, admirałowie salutują, podatnik nurkuje Zauważyliście zapewne, że w zeszłym tygodniu wasze portfele stały się lżejsze o 20 mld zł. Stało się to w atmosferze podniosłej, przy akompaniamencie uścisków dłoni, które wymieniali: minister Kosiniak-Kamysz, szwedzki premier Ulf Kristersson oraz nasz Premier, którego nazwiska nie muszę wymieniać. Byli tam wiceadmirał Piotr Nieć, który dowodzi Centrum Operacji Morskich (operacje te polegają na przesuwaniu pinezek po mapie Bałtyku) oraz jeszcze ważniejszy wiceadmirał Krzysztof Jaworski, zastępca Dowódcy Generalnego. A o co chodzi? Podpisano umowę ze szwedzkim Saabem na dostawę trzech łodzi podwodnych klasy A26, zwanych „Blekinge”. Dla niewtajemniczonych: Blekinge to taki szwedzki odpowiednik naszych Kujaw. Te cuda techniki mają do nas trafić do 2038 roku. Za dwanaście lat, czyli wtedy, kiedy dzisiejszy minister Kamysz będzie już ekspertem w telewizji. Oczywiście, ze względu na „interes obronności”, szczegóły umowy są tajne. Ale istnieje też inna […]

trending_flat
Bankier szuka żony w koniczynie

Mateusz Morawiecki cierpi, co jest widokiem równie budującym, co procesja Bożego Ciała w rzęsistym deszczu. Niby mokro i smutno, ale widowisko przednie. Jego romans z prezesem-bożkiem wszedł właśnie w fazę, którą w podręcznikach biologii i patologii władzy opisuje się jako „stadium pożarcia godowego”.  Jarosław Kaczyński ma bowiem tę urokliwą cechę modliszki, że każdą swoją polityczną nałożnicę – od Dorna i Marcinkiewicza, przez Ziobrę, Gowina, Kluzik-Rostkowską, aż po Kurskiego, Kamińskiego i Cymańskiego – najpierw obsypuje stanowiskami i zaszczytami, a potem spuszcza w klozecie historii. Teraz kolej na Mateusza, który przed świętami  poczłapał na Nowogrodzką, by wreszcie usłyszeć z ust samego Najwyższego to, co dotąd z lękiem podczytywał w Onecie: że jego termin przydatności do spożycia minął. W przedpokoju do sypialni prezesa, tam gdzie zapach naftaliny i starego kawalera miesza się z aromatem absolutnej władzy, pręży się już przecież Przemysław Czarnek. Nowy harcerz […]

trending_flat
Pieczony listonosz w sosie z węgla kamiennego

Instrukcja likwidacji człowieka Trudno nie zauważyć, że nasz rodzimy kapitalizm się zużył. To system schyłkowy. Bo oto gruchnęła wieść, która wstrząsnęła polskim Internetem mocniej niż zgon Chucka Norrisa. Niejaki Sebastian Mikosz, prezes Poczty Polskiej, stracił robotę. Z dnia na dzień stał się zbędny, co jest o tyle zabawne, że przez ostatni rok przekonywał wszystkich, iż to inni są zbędni. Rzeźnik w Armanim Mikosz to postać niemal biblijna, tyle że zamiast rozmnażać chleb, on go ludziom odbierał. Dokonał rzeczy „wielkiej”. Zredukował deficyt Poczty o 500 mln zł. Metodą godną największych rzeźników polskiego biznesu – wypierdolił na zbity pysk ponad osiem tysięcy pocztowców. Opinie o nim są w narodzie, a zwłaszcza wśród tych, którzy jeszcze niedawno dźwigali torby pełne wezwań z sądów, nadzwyczaj spójne. „Bardziej zadufanego w sobie faceta nie widziałem w życiu”. Mikosz niszczył Pocztę Polską z taką samą gracją, z […]

trending_flat
Nieznany kraj za Bugiem

NIEZNANY KRAJ ZA BUGIEM Samce alfa nad mapą Europy W minionym tygodniu miały miejsce zdarzenia dość istotne z punktu widzenia geopolityki. Donald Trump oświadczył z pewną pretensją, że europejscy sojusznicy wypięli się na niego w sprawie ataku na Iran. Trudno nam się dziwić. Bo jeśli jeszcze niedawno pomysły o aneksji Kanady, połknięciu Grenlandii, stąpaniu po Kubie można było traktować jako polityczną hucpę i element wizerunkowego kabaretu człowieka w czerwonej bejsbolówce, założonej daszkiem do tyłu, to w zestawieniu z porwaniem Maduro oraz realnym bombardowaniem ludzi w Iranie przestają śmieszyć. Zaczynają niepokoić. Europejscy przywódcy doszli do wniosku, że człowiek, który żartuje z podbijania świata, może w pewnym momencie przestać żartować. Pierwsza dama do ostatniego dyktatora Dwa incydenty przeszły jednak niemal niezauważone. Oto na Białoruś, by uścisnąć dłoń Aleksandra Łukaszenki, pofatygował się niejaki John Coale. To amerykański prawnik, wysłannik Trumpa do spraw zbyt […]

trending_flat
Gorejące serce i lodowata historia

Początek recenzji Gorejące serce i lodowata historia Zaczęło się niewinnie. Do redakcji przyszedł mail o treści następującej: „Imię i nazwisko: Jan Kochani, mam do Was prośbę: pójdźcie na film pt. „Najświętsze Serce” i napiszcie rzetelną recenzję. Sam bym poszedł, ale ksiądz proboszcz powiedział, że nawet najbardziej zatwardziali bezbożnicy w ateistycznej Francji – taki przykład podał – wychodzą z tego filmu nawróceni, więc wolę nie ryzykować. Wam to pewnie nie grozi. Pozdrawiam i czekam.” Bozia w multipleksie Przyznam szczerze: nie spieszyło nam się na taki seans. Ostatni film religijny, który zapadł nam w pamięć, to „Pasja” Mela Gibsona z 2004 roku – jeden z największych fenomenów frekwencyjnych kina religijnego. Było to, proszę Państwa, omal ćwierć wieku temu. Jednak z zawodowej ciekawości sprawdziliśmy, co o nowym filmie „Najświętsze Serce” z 2025 roku mówią jego entuzjaści. Episkopat informuje, że produkcja „przyciąga tłumy do […]

Powiązane

trending_flat
Bankier szuka żony w koniczynie

Mateusz Morawiecki cierpi, co jest widokiem równie budującym, co procesja Bożego Ciała w rzęsistym deszczu. Niby mokro i smutno, ale widowisko przednie. Jego romans z prezesem-bożkiem wszedł właśnie w fazę, którą w podręcznikach biologii i patologii władzy opisuje się jako „stadium pożarcia godowego”.  Jarosław Kaczyński ma bowiem tę urokliwą cechę modliszki, że każdą swoją polityczną nałożnicę – od Dorna i Marcinkiewicza, przez Ziobrę, Gowina, Kluzik-Rostkowską, aż po Kurskiego, Kamińskiego i Cymańskiego – najpierw obsypuje stanowiskami i zaszczytami, a potem spuszcza w klozecie historii. Teraz kolej na Mateusza, który przed świętami  poczłapał na Nowogrodzką, by wreszcie usłyszeć z ust samego Najwyższego to, co dotąd z lękiem podczytywał w Onecie: że jego termin przydatności do spożycia minął. W przedpokoju do sypialni prezesa, tam gdzie zapach naftaliny i starego kawalera miesza się z aromatem absolutnej władzy, pręży się już przecież Przemysław Czarnek. Nowy harcerz […]

trending_flat
Pieczony listonosz w sosie z węgla kamiennego

Instrukcja likwidacji człowieka Trudno nie zauważyć, że nasz rodzimy kapitalizm się zużył. To system schyłkowy. Bo oto gruchnęła wieść, która wstrząsnęła polskim Internetem mocniej niż zgon Chucka Norrisa. Niejaki Sebastian Mikosz, prezes Poczty Polskiej, stracił robotę. Z dnia na dzień stał się zbędny, co jest o tyle zabawne, że przez ostatni rok przekonywał wszystkich, iż to inni są zbędni. Rzeźnik w Armanim Mikosz to postać niemal biblijna, tyle że zamiast rozmnażać chleb, on go ludziom odbierał. Dokonał rzeczy „wielkiej”. Zredukował deficyt Poczty o 500 mln zł. Metodą godną największych rzeźników polskiego biznesu – wypierdolił na zbity pysk ponad osiem tysięcy pocztowców. Opinie o nim są w narodzie, a zwłaszcza wśród tych, którzy jeszcze niedawno dźwigali torby pełne wezwań z sądów, nadzwyczaj spójne. „Bardziej zadufanego w sobie faceta nie widziałem w życiu”. Mikosz niszczył Pocztę Polską z taką samą gracją, z […]

trending_flat
Człowiek z betonu

CZŁOWIEK Z BETONU O religii fundamentu w państwie zadłużonych Przyglądając się współczesnej Polsce, zgiełkowi partii, wyznań, przekonań i fobii, dochodzi się do wniosku, że kraj ten jest jak ogromne targowisko idei. Jedni niosą sztandary z napisem „wiara”, drudzy z napisem „ateizm”, inni „rodzina”, jeszcze inni „wolność od rodziny”, kolejni „tradycja”, następni „nowoczesność”. Jedni cytują Pismo, drudzy konstytucję, trzeci Twittera. Można się tu pokłócić o wszystko: o historię, o płeć, o podatki, aborcję, Kościół w szkołach, kredyty frankowe, i o to, kto naprawdę płaci za inflację. Były Żyd poróżni się z konwertowanym na Żyda, wyznawca Brauna nie poda ręki miłośnikowi Czarzastego, słuchacz Radia Maryja nie zrozumie obserwatora OnlyFans, a obserwator OnlyFans nie zrozumie samego siebie. A jednak. Istnieje w Polsce wartość wyższa, nadrzędna, ponadideologiczna. Coś, co nie dzieli, lecz łączy. Na to nie obraża się nikt – ani lewica, ani prawica, […]

trending_flat
Nie mają nic prócz swoich rąk

TEMAT: IMIGRACJA Legalny import, nielegalny wyzysk Porozmawiajmy teraz o imigracji. Mam do tego pełne prawo – jako wieloletni imigrant, czyli ktoś, kto stał w kolejkach, tłumaczył się z akcentu i słuchał, że „miejscowi też chcieliby pracować”. Krótko mówiąc: znam temat od strony zaplecza, nie od strony mównicy. Biczowanie palmą wdzięczności Pamiętam, jak swego czasu prezes Kaczyński grzmiał, że „my wobec tych ludzi nie mamy żadnych zobowiązań”, bo – cytuję – „nie wyzyskiwaliśmy ich w koloniach, nie rabowaliśmy, nie biczowaliśmy palmą imperializmu.” Słuchałem tego ze łzami w oczach. Autentycznie. Bo jako ongiś obcy, byłem wszystkim naraz: „polaczkiem”, „hindusem”, „żydkiem”, „ćwokiem”, „Ukraińcem”. Miałem jedno imię zbiorowe: imigrant. W języku angielskim jest na to słowo bezwstydnej szczerości. Slave. Niewolnik. Etymologicznie od Slav, Słowianin. Przez stulecia Słowian sprzedawano na targach ludzi tak masowo, że ich nazwa stała się dla Anglosasa synonimem podczłowieka do pracy. […]

trending_flat
Krajowy system e-Zawałów

Polska to piękny kraj. Naprawdę. Nie ironizuję – jeszcze. Codziennie doświadczam tej urody, jadąc śliczną ścieżką rowerową w gminie Michałowice. Latarnie LED zapalają się przede mną jak w amerykańskich filmach, gdzie bohater idzie ratować świat. Potem skręcam w dzielnicę domów jednorodzinnych, gdzie każdy wygląda, jak willa genseka Edwarda Gierka w Ustroniu. Piękna to była willa – dziś wprawdzie zrujnowana, ale symbol pozostał. Tu domy są jak marzenia: kute ogrodzenia, jakby wyszły spod ręki ostatnich mistrzów baroku. Cyfrowy potwór w betonowej klatce Ale oprócz tych czarujących ścieżek w Michałowicach, tych domów o większej powierzchni niż sumienie kilku ministrów, w Polsce istnieje inna, zupełnie odmienna architektura. Ja ją widziałem. Wy nie. Architektura w betonowych kompleksach bardziej tajnych niż bunkry NATO. Broniona zasiekami, drzwiami pancernymi, komandosami, jak z filmów o zimnej wojnie. Współczesne narodowe Data Center: katedry XXI wieku. W środku – tysiące […]

trending_flat
Gladiatorzy przestworzy

Wypadki lotnicze w Polsce - zwłaszcza wojskowe - od dawna mają własny szablon prasowy. Wystarczy wstawić nazwisko, stopień i typ maszyny, a reszta pisze się sama. Pilot zawsze jest „doświadczony”, „oddany służbie”, „kochający mąż i ojciec”. Zawsze jest też „orłem, który odszedł za wcześnie” i zawsze „skrzydło złamane w locie”. W tle obowiązkowe „Śmierć na służbie Ojczyzny”, czyli zginał jak na Westerplatte.Tragedia z 28 sierpnia stała się klasycznym przykładem: major Maciej „Slab” Krakowian - człowiek, który naprawdę był świetnym pilotem - nagle zostaje największą gwiazdą polskiego lotnictwa tylko dlatego, że rozbił się razem z samolotem wartym 340 mln zł.Brutalnie mówiąc: gdyby żył, znałoby go kilkuset fanów awiacji i kilku spotterów z długimi obiektywami. Teraz? Cała Polska wie, że skończył Akademię Sił Powietrznych USA, odebrał dyplom z rąk Baracka Obamy, wylatał 1400 godzin i dostał nagrodę w Wielkiej Brytanii „za to, […]

Bądź pierwszym, który skomentuje!

Co o tym myślisz ?

Twój adres e-mail pozostanie poufny. Gwiazdką (*) oznaczone są pola obowiązkowe.

Obecny zespół redakcyjny

Redakcja

  • Jerzy Urban – honorowy redaktor naczelny (w stanie wieczystej czujności)
  • Agnieszka Wołk-Łaniewska – redaktor naczelny
  • Edyta Baker – sekretarz redakcji (pamięta więcej niż archiwum państwowe)
  • Krzysztof Olejnik, Paweł Ferenc – grafika
  • Katarzyna Szajowska – korekta (nie poprawia błędów stylistycznych, z szacunku dla gatunku)

Autorzy (alfabetycznie, choć w praktyce piszą, jak chcą)

Przemysław Ćwikliński, Idalia Dubicka, Piotr Gadzinowski, Anna Grodzka, Robert Jaruga, Tadeusz Jasiński, Marta Miecińska, Wojciech Mittelstaedt, Łukasz Piotrowicz, Marek Sanowski, Izabela Szolc, Maciej Wiśniowski.

Każdy z nich pisze o czymś innym, ale wszyscy o tym samym — że w Polsce wciąż jest o czym pisać.

URMA Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością

KRS: 0000021115

NIP: 5210124426

REGON: 012022937

Prezes Zarządu Marta Karolina Miecińska

Siedziba spółki

ul. Poznańska 3 / 9
00-680 Warszawa
Polska
URMA prowadzi działalność wydawniczą i medialną, wspierając projekty o charakterze publicystycznym, satyrycznym i społecznym.
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas