Background
drwarlecki

Słoń a sprawa polska

Aktorzy zażądają zrównania ich praw z małpami i papugami. Motorniczowie i konduktorzy pociągów zachcą żyć jak konie i wielbłądy. Dyrygenci zaprotestują przeciw traktowaniu ich jak słonie – dzikie zwierzęta nieprzywykłe „do tego, by podnosić przednie łapy w takt muzyki”. Obrońcy zwierząt podkreślają niemuzykalność słoni. Potwierdzam, że wielkie uszy nie oznaczają słuchu absolutnego.

Fundacja Viva skutecznie działa na rzecz zakazu występów zwierząt w cyrku. Jej argumenty podchwycą więc ludzie różnych zawodów zmuszanych do takiej samej pracy jak cyrkowe bydlęta. Zwierzęta – wołają aktywiści Viv-y – występują nawet po 200 razy w roku. Czasem 2 razy dziennie. Taki sam panuje wyzysk aktorów. Zwierzęta męczą się, zbyt często podróżując – płacze Viva. Konduktorzy podróżują jeszcze częściej. Lwy i inne cyrkowe bydlęta są zniewolone. „Mają chodzić tak jak my chcemy, robić to co my chcemy, a człowiek ma prawo wymagać od nich bezwzględnego posłuszeństwa” – ubolewają działacze Viv-y. Identyczny jest los pracowników korporacji, żołnierzy, policjantów itp. Także prezydent i premier mają swojego tresera.

Popieram pogląd, że zwierzęta powinny żyć jak ludzie. Ale dlaczego mają mieć od nas lepiej? Uwolnienie zwierząt od pracy cyrkowej wywoła roszczenia wielu grup zawodowych tresowanych kijem i marchewką. Np. w korporacjach kijem jest przymus ekonomiczny, marchewką premie i przyzwolenie na bezmyślność.

Wyzwoliciele zwierząt nie biorą pod uwagę tego, że ich akcja osłabia dobroczynne skutki całkowitego zakazu aborcji, którego domagają się biskupi. Co z tego, że zarodka nie wyskrobią, więc dziecko przyjdzie na świat, skoro nie będzie miało po co. Nie zobaczy w cyrku tańczących wielbłądów ani lwów skaczących przez płonącą obręcz. Lepiej na taki świat nie przychodzić.

Viva powinna też zrozumieć, że wszystkie zwierzęta karmione przez ludzi wraz z pokarmem pobierają mordami ludzki kłopot: nudzą się. Czy wobec tego danie im pracy artystycznej nie było prozwierzęce? Człowiek nie jest przecież jedynym ssakiem, który lubi oklaski. Podejrzewam, że Viva należy do tych formacji obrończych, przed którymi bronieni radziby się bronić.

Będąc słoniem, wolałbym co wieczór podnosić w cyrku przednią nogę, heilując płacącym za bilet niż stać na wybiegu w zoo i gapić się na własną żonę bez liftingu. W Moskwie i w Jordanii widziałem wielbłądy, które stoją w knajpie, zaświadczając, że tu jada lepsze towarzystwo. Każdy wchodzący pijak i wychodząca pijaczka poklepuje lub głaszcze garbusa. Na jego miejscu wolałbym żonglować piłeczkami w cyrku.

W mieście Jerozolima, podobnie jak na wielu plażach, pracą wielbłąda jest klękanie, potem wstawanie z pasażerem na grzbiecie, pozowanie do zdjęcia i znów klękanie, żeby zmienić jedną kretynkę na kolejna pragnącą udawać Lawrence’a z Arabii. A zoolodzy się dziwią potem, że wielbłądy opluwają ludzi jak „Gazeta Polska”.

Pies jebał słonie, lwy, małpy czy dromadery, a gadające papugi szczególnie. Działalność fundacji Viva ukazuje dramat polityczny. Jarosław Kaczyński dopiero dąży do przejęcia całej władzy, ale już zmonopolizował narrację. To oznacza, że wyłącznie PiS wyznacza tematykę życia politycznego. Tworzy fakty takie jak mrożenie trybunału, przywiązywanie chłopów do ich ziemi, ręczne sterowanie prokuraturą i jej decyzjami, kopanie się z Unią itp., itd. Siła przewodnia uzasadnia swoje posunięcia jednakże w ten sposób: myśl prezesa rozpisana jest na wiele gardeł, ale mówiących różnić może tylko chrypka. Opozycja zaś rozprawia w parlamencie, na ulicach, w gazetach, telewizjach, internecie tylko o tych sprawach, które PiS wkłada do repertuaru. Ona sprzeciwia się, krytykuje, potępia, ale tylko to, co PiS czyni i wnosi do życia publicznego.

Antypis obejmujący co najmniej połowę społeczeństwa nie tworzy żadnych nowych tematów ani inicjatyw niemających związku z poczynaniami PiS. Nie ogłasza własnych pomysłów na uszczęśliwienie społeczeństwa lub jego części. Jedynym wyjątkiem jest fundacja Viva skupiająca raczej ludzi politycznie lewoskrętnych.

Kaczyński nigdy nie obiecał, że PiS umocni pozycję zwierząt w cyrkach. Wobec tego ich wyrzucanie z areny to nie sprzeciw wobec siły przewodniej, ale samoistny temat; jedyny, który nie został podrzucony przez PiS. To tragedia. Tkwi ona w słowie „jedyny”.

Już trzydziestu prezydentów i burmistrzów miast zakazało zwierzętom wjazdu na występy. Niewiele więcej jest w cyrkach zwierząt. Ze 2 wyleniałe lwy, może 3 leniwe słonie, kilka koni lub wielbłądów. Małpy można policzyć na palcach jednej ręki, a też jedna jest tylko papuga, która recytuje Mickiewicza do mikrofonu, ale już się uczy Różewicza.

 

Obecny zespół redakcyjny

Redakcja

  • Jerzy Urban – honorowy redaktor naczelny (w stanie wieczystej czujności)
  • Agnieszka Wołk-Łaniewska – redaktor naczelny
  • Edyta Baker – sekretarz redakcji (pamięta więcej niż archiwum państwowe)
  • Krzysztof Olejnik, Paweł Ferenc – grafika
  • Katarzyna Szajowska – korekta (nie poprawia błędów stylistycznych, z szacunku dla gatunku)

Autorzy (alfabetycznie, choć w praktyce piszą, jak chcą)

Przemysław Ćwikliński, Idalia Dubicka, Piotr Gadzinowski, Anna Grodzka, Robert Jaruga, Tadeusz Jasiński, Marta Miecińska, Wojciech Mittelstaedt, Łukasz Piotrowicz, Marek Sanowski, Izabela Szolc, Maciej Wiśniowski.

Każdy z nich pisze o czymś innym, ale wszyscy o tym samym — że w Polsce wciąż jest o czym pisać.

URMA Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością

KRS: 0000021115

NIP: 5210124426

REGON: 012022937

Prezes Zarządu Marta Karolina Miecińska

Siedziba spółki

ul. Poznańska 3 / 9
00-680 Warszawa
Polska
URMA prowadzi działalność wydawniczą i medialną, wspierając projekty o charakterze publicystycznym, satyrycznym i społecznym.
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas