Obraziłbym czytelniczki, życząc im szczęścia, radości, sukcesów i pomyślności. Nie po to przecież tu przychodzą. Poza tym 8 marca jest albo za pół roku, albo był 4 miesiące temu. Żądają poważniejszego podejścia do spraw współczesnej kobiecości niż prawnicze stanowisko o równości płci, traktowane obiegowo jak prawda objawiona. Jakby różnic między płciami w ogóle nie było.
Największy błąd badaczy kobiecości (niestety głównie mężczyzn) to myślenie, że wiedzą, jak to jest być kobietą. Panowie: nikt z nas nie wie, jak to jest być mendą łonową, świstakiem czy hamburgerem, a tym bardziej kobietą. To mylne przeświadczenie wynika z obecnej, nonsensownej teorii umysłu o neuronach lustrzanych, jakoby ludzie musieli mieć identyczne mózgi, żeby się rozumieć. Każdy, patrząc na ogórek, wie, że to ogórek.
Publikacja Moir & Jessel “Płeć Mózgu” (sprzed 30 lat) odeszła w zapomnienie. Przekonywano w niej, że umysły kobiet i mężczyzn (i innych gatunków) różnią się tak, jak waginy i penisy. Czyli koguty to kury, które nie znoszą jajek.
O tym, jak to jest być kobietą, mogłyby opowiedzieć same kobiety. Nie robią tego, zakładając, że faceci powinni się domyślać. (Myślę o paradoksie: „O nic mi nie chodzi! Teraz to już za późno na przeprosiny. Powinieneś był się domyślić!”).
Domyślność nie jest narzędziem naukowym. Co zrobić, gdy pacjent nie współpracuje? Trzeba uwierzyć Einsteinowi, że wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy. Puścić wodze fantazji.
Wyobraźmy sobie zatem, że ten świat został zrodzony przez kobiety, a stworzony przez mężczyzn. Wszystko, co widzisz wokół (a nie jest jeżem czy jarzębiną), zostało wymyślone, wyprodukowane, dostarczone, zamontowane lub naprawione przez mężczyzn. Jeśli uważasz, że krzesło, na którym siedzisz, zrobiła kobieta, wyrzuć je natychmiast. Dla własnego bezpieczeństwa.
Aby jednak te wszystkie potrzebne rzeczy powstały, ktoś musiał urodzić inżynierów, ślusarzy, budowlańców, kierowców i gorzelników.
Gorzelnicy (vide Palikot) są najważniejsi. Bez nich cywilizacja by się nie rozwinęła, a nawet nie zaczęła. Jej kamieniem milowym była receptura spirytusu. Aztekowie pędzili mezcal, zanim poznali koło (dzięki Europejczykom).
Między kobiecością a męskością jest fundamentalna różnica: mężczyźni lubią alkohol i go piją, kobiety nie lubią mężczyzn, którzy piją.
Wykluczające się stanowiska doprowadzają do rozpadu jedności przeciwieństw (rodzin, komórek społecznych). Po rozpadzie kobiety mają więcej czasu na swoje sprawy, mężczyźni mniej – muszą wynajdywać, produkować, prowadzić wojny i kraść, by płacić alimenty. Zamiast jedności, mamy korowód sprzeczności.
Najważniejszy jest stosunek do monogamii. Kobiety są monogamiczne, mężczyźni poligamiczni. Widać to w statystykach: 80% mężczyzn miało więcej niż trzy partnerki, a 80% kobiet – tylko jednego partnera. Rozwikłanie matematycznego paradoksu, skąd te trzy partnerki u milionów mężczyzn, może nas zaprowadzić na manowce. Podobnie jak z alkoholem, kobiety są generalnie przeciwne kochankom. Być może istnieje jakaś solidarność jajników, ale nie w tej sprawie.
Wróćmy do momentu, gdy oni udają brak zainteresowania alkoholem, a one – nimi. To krytyczne chwile, kiedy natura z ogromnym wysiłkiem przygotowuje grunt pod dobór naturalny i doskonalsze spirale DNA. Cholerne kłopotliwe. Mężczyźni myślą, że wybierają, a kobiety – że mają być wybrane. Trywialny paradoks: „Goń mnie, aż cię złapię”.
Bezradność, panika, wybuchy wściekłości, łzy i wrogość do otoczenia to nie delikatne odchylenia jak migrena menstruacyjna. Oznaczają, że kobieta jest w bardzo złym towarzystwie – swoim własnym. Grozi to anihilacją, implozją lub eksplozją. Mężczyznom w staropanieństwie nic takiego nie dolega. Potocznie zwie się to: „Sezon 33 mija, a ja niczyja!”.
Źródła tej sinusoidy tkwią we wczesnym dzieciństwie. Statystyki przedrozwodowe wskazują, że ponad 50% ojców molestuje córki. Postrozwodowe orzeczenia sądów mówią o 0,043%. Kobieta „niczyja” to molestowana, która dowiedziała się o tragedii od matki, najczęściej 17 lat po czynach ojca.
Kolejną przyczyną, dla której mężczyźni nie wybierają drażliwych, opryskliwych, złośliwych, oziębłych, zazdrosnych, płaczliwych, smutnych, zawistnych, pozbawionych zainteresowań, leniwych, niedbałych, niezdecydowanych kobiet jest to, że padły one wcześniej ofiarą oszustwa, ze strony przystojnych, wysportowanych, inteligentnych, wykształconych, majętnych a ponad wszystko nieodpowiedzialnych, szowinistycznych męskich świń, którym zależało tylko na tym aby – uwieść, omamić, skopulować i porzucić. Trauma pozostała.
Nic dziwnego, że bycie wybraną przez idealnego kandydata na tatę jest niemożliwe. Tacy już nie żyją (vide Elvis Presley, Clark Gable – „Przeminęło z wiatrem”). Linda jeszcze dycha.
Matka Natura, by prokreacja działała, stworzyła zauroczenie – stan podobny do upojenia, manii, obsesji, gdzie rozsądek ustępuje przed racjonalnym zachowaniem. Kobieta zakochana zapomina o priorytetach (urodzić i wychować dziecko) i przyjmuje męskie stanowisko: są ważniejsze sprawy, np. wymiana oleju i opon.
Stanem zakochania tłumaczy się niewłaściwe decyzje kobiet (“widziały gały, co brały”). To błędne. Matka Natura nie dopuszcza szczęśliwych małżeństw – zaprowadziłyby ewolucję w ślepą uliczkę. Szczęśliwi małżonkowie nie chcieliby się rozmnażać.
I na tym etapie życia nieszczęśliwej współczesnej kobiety, pojawia się fałszywa intuicja i nadzieja. Ona dochodzi do wniosku, że najlepszy dla niej facet, to ten którego sobie sama urodzi. On mylnie mniema, że idealnym kobietem będzie dopiero, jego córek.
W rezultacie pomyłek, przypadku i przymusu pojawia się nowa humanoida – bezpłciowa, w nieokreślonym wieku, z niedorozwiniętym mózgiem. Długo nic nie rozumie, mało czuje, nie ma moralności. Stosuje bezwiednie przemoc, wzbudzając sympatię lub szantażując antypatią. Ni to, ni owo. Stąd rodzaj nijaki dla dzieci.
Kobieta jest niezadowolona, a on może się napić. Życie małżonków byłoby nudne, gdyby nie: koklusz, kolki, przeziębienie, grypa, angina, odra, ospa, różyczka, szkarlatyna, świnka, pneumokoki, wodogłowie, dysplazja, makrosomia. Te pediatryczne wynalazki nie czynią małżeństwa ciekawszym, ale zmieniają je w piekło.
Gdy dziecko dorośnie, rodzice nie pamiętają, czego obiecywali sobie po jego narodzinach. Potem – kochanki i alkohol. Finał w samochodzie, podczas skrętu w lewo. On przyznaje się do sześciu romansów. Ona dzwoni do prawnika.
Rozpoczyna się najciekawszy etap w życiu kobiety – rozwód. Usługi ślubne generują miliony, ale rozwodowe – setki dla adwokatów, mecenasów, sądów. Powinna być jeszcze prokuratura (mąż pedofil) i skarbówka (agresywna optymalizacja podatkowa).
Różnice w zapatrywaniach na rozwód: on – sprawa załatwiona (dom, samochód, dzieci dla kobiety), ona – rozwiązanie niegodne, konieczny sąd. Proste spory obrastają w dziesiątki nieporozumień, owocując wieloletnimi animozjami, przy asyście mecenasów.
Koniec symbolizuje świstek papieru – „wyrok”. Jeśli on nie skończy pod supermarketem z denaturatem, nadchodzi moment: „Hop! Siup! Zmiana dup!”.
Ona znajduje statecznego wdowca, właściciela fabryki makaronów, którego zresztą była kochanką przez 7 lat (o czym on przed sądem nie wspomniał). On wiąże się z ową kochanką. Kochanka odchodzi, a makaroniarz umiera. Kobieta okazuje się nie znać na makaroniarstwie. On zostaje dyrektorem fabryki, którą odziedziczyła jego eksżona. Zabija go zawał lub wylew. Ona kupuje bentleya, skeszowawszy jego polisę.
Historie te mają warianty. Nie zawsze jest to bentley i fabryka makaronu. On może zostać z dziećmi (4% szans), które i tak mieszkają u niej. Albo ona wyprowadzi się do pałacu, bo i tak mieszkali u jego rodziców. Scenariuszy nie ma nieskończenie wiele.
Zastanawia mnie brak naukowego podejścia do tych zależności. Ruchy prokobiece, profeministyczne, prorodzinne i poradnie koncentrują się na wymyślaniu idealnej rzeczywistości. Socjologowie, psychiatrzy, prawnicy, ustawodawcy wylewają morze atramentu, by wyjaśnić, jak powinno wyglądać kobiece życie: każdy dzień – jak święto kobiet.
To po prostu niemożliwe. Życie kobiet jest trudne, niesympatyczne, rozczarowujące i nigdy nie będzie inne. Kwestia, czy kobiety i mężczyźni powinni się kochać, czy nienawidzić za odmienności, pozostaje nierozstrzygnięta.
Jedno jest pewne: za katastrofę istnienia, od narodzin każdego człowieka, odpowiadają wyłącznie kobiety. Żadna się nie zgodzi. Bo kobiety oczekują od mężczyzn jednego: zdjęcia z nich odpowiedzialności. Za co? Najlepiej za wszystko.
Oznaczono jako :
kobiety Małżeństwo
Poprzedni artykuł
O Autorze :
O Autorze : call_made
Robert Jaruga
O AUTORZE : Jest sukcesem reprodukcyjnym ojca Józefa i matki Marii. Jasno z tego wynika, że urodził się w świętej rodzinie. Skończył dziennikarstwo w Warszawie i nauki polityczne w Hamburgu. Wolno mu więc o sobie mówić, że jest prawdziwym hamburgerem. Pociesza go, że składa się z inteligentnej materii o masie 1300 gramów (waga mózgu). Martwi, że zliczając masę 7,3 miliarda mózgów zamieszkujących Ziemię wychodzi, że inteligentna materia stanowi pomijalny procent materii nieinteligentnej, z której składa się makrokosmos. (Perfekcyjny w pielęgnacji swej intelektualnej niezależności – przyp. red).
Gdańska giełda ruin
Wybraliśmy się do Gdańska, by sprawdzić, czy dąb imienia Lecha Wałęsy nad Motławą zaczął już owocować. Drzewko – w przeciwieństwie do swojego patrona – zachowuje na razie wstydliwą wstrzemięźliwość i żadnych żołędzi Wałęsy światu nie objawiło. Przy okazji, chcąc nie chcąc, wdepnęliśmy w ten gdański spęd pod szyldem Konferencji Odbudowy Ukrainy 2026. W halach AMBEREXPO przedstawiciele stu państw i narodów zjednoczyli się w radosnym urojeniu, że warto inwestować w państwo, w które walą rosyjskie rakiety. Pomysł wydaje się równie błyskotliwy, co handel luksusowymi apartamentami na czwartym piętrze właśnie płonącej kamienicy, przy jednoczesnym zapewnianiu frajerów, że straż pożarna dysponuje obiecującą strategią gaszenia, którą wdroży, gdy tylko pogorzelisko nieco ostygnie. To nie dyplomacja, to zbiorowa paranoja. Miliardy z mikrofonu Zapowiadano zlot dziesięciu premierów, ale jak to w polityce bywa, przybyło dwóch: Donald Tusk, który jako gospodarz musiał tam być, by pilnować żyrandoli, […]
Robert Jaruga 2026-09-16
Orka w worku
Szwedzi obiecują, admirałowie salutują, podatnik nurkuje Zauważyliście zapewne, że w zeszłym tygodniu wasze portfele stały się lżejsze o 20 mld zł. Stało się to w atmosferze podniosłej, przy akompaniamencie uścisków dłoni, które wymieniali: minister Kosiniak-Kamysz, szwedzki premier Ulf Kristersson oraz nasz Premier, którego nazwiska nie muszę wymieniać. Byli tam wiceadmirał Piotr Nieć, który dowodzi Centrum Operacji Morskich (operacje te polegają na przesuwaniu pinezek po mapie Bałtyku) oraz jeszcze ważniejszy wiceadmirał Krzysztof Jaworski, zastępca Dowódcy Generalnego. A o co chodzi? Podpisano umowę ze szwedzkim Saabem na dostawę trzech łodzi podwodnych klasy A26, zwanych „Blekinge”. Dla niewtajemniczonych: Blekinge to taki szwedzki odpowiednik naszych Kujaw. Te cuda techniki mają do nas trafić do 2038 roku. Za dwanaście lat, czyli wtedy, kiedy dzisiejszy minister Kamysz będzie już ekspertem w telewizji. Oczywiście, ze względu na „interes obronności”, szczegóły umowy są tajne. Ale istnieje też inna […]
Robert Jaruga 2026-09-16
Bankier szuka żony w koniczynie
Mateusz Morawiecki cierpi, co jest widokiem równie budującym, co procesja Bożego Ciała w rzęsistym deszczu. Niby mokro i smutno, ale widowisko przednie. Jego romans z prezesem-bożkiem wszedł właśnie w fazę, którą w podręcznikach biologii i patologii władzy opisuje się jako „stadium pożarcia godowego”. Jarosław Kaczyński ma bowiem tę urokliwą cechę modliszki, że każdą swoją polityczną nałożnicę – od Dorna i Marcinkiewicza, przez Ziobrę, Gowina, Kluzik-Rostkowską, aż po Kurskiego, Kamińskiego i Cymańskiego – najpierw obsypuje stanowiskami i zaszczytami, a potem spuszcza w klozecie historii. Teraz kolej na Mateusza, który przed świętami poczłapał na Nowogrodzką, by wreszcie usłyszeć z ust samego Najwyższego to, co dotąd z lękiem podczytywał w Onecie: że jego termin przydatności do spożycia minął. W przedpokoju do sypialni prezesa, tam gdzie zapach naftaliny i starego kawalera miesza się z aromatem absolutnej władzy, pręży się już przecież Przemysław Czarnek. Nowy harcerz […]
Robert Jaruga 2026-05-03
Pieczony listonosz w sosie z węgla kamiennego
Instrukcja likwidacji człowieka Trudno nie zauważyć, że nasz rodzimy kapitalizm się zużył. To system schyłkowy. Bo oto gruchnęła wieść, która wstrząsnęła polskim Internetem mocniej niż zgon Chucka Norrisa. Niejaki Sebastian Mikosz, prezes Poczty Polskiej, stracił robotę. Z dnia na dzień stał się zbędny, co jest o tyle zabawne, że przez ostatni rok przekonywał wszystkich, iż to inni są zbędni. Rzeźnik w Armanim Mikosz to postać niemal biblijna, tyle że zamiast rozmnażać chleb, on go ludziom odbierał. Dokonał rzeczy „wielkiej”. Zredukował deficyt Poczty o 500 mln zł. Metodą godną największych rzeźników polskiego biznesu – wypierdolił na zbity pysk ponad osiem tysięcy pocztowców. Opinie o nim są w narodzie, a zwłaszcza wśród tych, którzy jeszcze niedawno dźwigali torby pełne wezwań z sądów, nadzwyczaj spójne. „Bardziej zadufanego w sobie faceta nie widziałem w życiu”. Mikosz niszczył Pocztę Polską z taką samą gracją, z […]
Robert Jaruga 2026-04-17
Nieznany kraj za Bugiem
NIEZNANY KRAJ ZA BUGIEM Samce alfa nad mapą Europy W minionym tygodniu miały miejsce zdarzenia dość istotne z punktu widzenia geopolityki. Donald Trump oświadczył z pewną pretensją, że europejscy sojusznicy wypięli się na niego w sprawie ataku na Iran. Trudno nam się dziwić. Bo jeśli jeszcze niedawno pomysły o aneksji Kanady, połknięciu Grenlandii, stąpaniu po Kubie można było traktować jako polityczną hucpę i element wizerunkowego kabaretu człowieka w czerwonej bejsbolówce, założonej daszkiem do tyłu, to w zestawieniu z porwaniem Maduro oraz realnym bombardowaniem ludzi w Iranie przestają śmieszyć. Zaczynają niepokoić. Europejscy przywódcy doszli do wniosku, że człowiek, który żartuje z podbijania świata, może w pewnym momencie przestać żartować. Pierwsza dama do ostatniego dyktatora Dwa incydenty przeszły jednak niemal niezauważone. Oto na Białoruś, by uścisnąć dłoń Aleksandra Łukaszenki, pofatygował się niejaki John Coale. To amerykański prawnik, wysłannik Trumpa do spraw zbyt […]
Robert Jaruga 2026-04-10
Gorejące serce i lodowata historia
Początek recenzji Gorejące serce i lodowata historia Zaczęło się niewinnie. Do redakcji przyszedł mail o treści następującej: „Imię i nazwisko: Jan Kochani, mam do Was prośbę: pójdźcie na film pt. „Najświętsze Serce” i napiszcie rzetelną recenzję. Sam bym poszedł, ale ksiądz proboszcz powiedział, że nawet najbardziej zatwardziali bezbożnicy w ateistycznej Francji – taki przykład podał – wychodzą z tego filmu nawróceni, więc wolę nie ryzykować. Wam to pewnie nie grozi. Pozdrawiam i czekam.” Bozia w multipleksie Przyznam szczerze: nie spieszyło nam się na taki seans. Ostatni film religijny, który zapadł nam w pamięć, to „Pasja” Mela Gibsona z 2004 roku – jeden z największych fenomenów frekwencyjnych kina religijnego. Było to, proszę Państwa, omal ćwierć wieku temu. Jednak z zawodowej ciekawości sprawdziliśmy, co o nowym filmie „Najświętsze Serce” z 2025 roku mówią jego entuzjaści. Episkopat informuje, że produkcja „przyciąga tłumy do […]
Robert Jaruga 2026-03-12
Powiązane
Orka w worku
Szwedzi obiecują, admirałowie salutują, podatnik nurkuje Zauważyliście zapewne, że w zeszłym tygodniu wasze portfele stały się lżejsze o 20 mld zł. Stało się to w atmosferze podniosłej, przy akompaniamencie uścisków dłoni, które wymieniali: minister Kosiniak-Kamysz, szwedzki premier Ulf Kristersson oraz nasz Premier, którego nazwiska nie muszę wymieniać. Byli tam wiceadmirał Piotr Nieć, który dowodzi Centrum Operacji Morskich (operacje te polegają na przesuwaniu pinezek po mapie Bałtyku) oraz jeszcze ważniejszy wiceadmirał Krzysztof Jaworski, zastępca Dowódcy Generalnego. A o co chodzi? Podpisano umowę ze szwedzkim Saabem na dostawę trzech łodzi podwodnych klasy A26, zwanych „Blekinge”. Dla niewtajemniczonych: Blekinge to taki szwedzki odpowiednik naszych Kujaw. Te cuda techniki mają do nas trafić do 2038 roku. Za dwanaście lat, czyli wtedy, kiedy dzisiejszy minister Kamysz będzie już ekspertem w telewizji. Oczywiście, ze względu na „interes obronności”, szczegóły umowy są tajne. Ale istnieje też inna […]
Robert Jaruga 2026-09-16
Bankier szuka żony w koniczynie
Mateusz Morawiecki cierpi, co jest widokiem równie budującym, co procesja Bożego Ciała w rzęsistym deszczu. Niby mokro i smutno, ale widowisko przednie. Jego romans z prezesem-bożkiem wszedł właśnie w fazę, którą w podręcznikach biologii i patologii władzy opisuje się jako „stadium pożarcia godowego”. Jarosław Kaczyński ma bowiem tę urokliwą cechę modliszki, że każdą swoją polityczną nałożnicę – od Dorna i Marcinkiewicza, przez Ziobrę, Gowina, Kluzik-Rostkowską, aż po Kurskiego, Kamińskiego i Cymańskiego – najpierw obsypuje stanowiskami i zaszczytami, a potem spuszcza w klozecie historii. Teraz kolej na Mateusza, który przed świętami poczłapał na Nowogrodzką, by wreszcie usłyszeć z ust samego Najwyższego to, co dotąd z lękiem podczytywał w Onecie: że jego termin przydatności do spożycia minął. W przedpokoju do sypialni prezesa, tam gdzie zapach naftaliny i starego kawalera miesza się z aromatem absolutnej władzy, pręży się już przecież Przemysław Czarnek. Nowy harcerz […]
Robert Jaruga 2026-05-03
Pieczony listonosz w sosie z węgla kamiennego
Instrukcja likwidacji człowieka Trudno nie zauważyć, że nasz rodzimy kapitalizm się zużył. To system schyłkowy. Bo oto gruchnęła wieść, która wstrząsnęła polskim Internetem mocniej niż zgon Chucka Norrisa. Niejaki Sebastian Mikosz, prezes Poczty Polskiej, stracił robotę. Z dnia na dzień stał się zbędny, co jest o tyle zabawne, że przez ostatni rok przekonywał wszystkich, iż to inni są zbędni. Rzeźnik w Armanim Mikosz to postać niemal biblijna, tyle że zamiast rozmnażać chleb, on go ludziom odbierał. Dokonał rzeczy „wielkiej”. Zredukował deficyt Poczty o 500 mln zł. Metodą godną największych rzeźników polskiego biznesu – wypierdolił na zbity pysk ponad osiem tysięcy pocztowców. Opinie o nim są w narodzie, a zwłaszcza wśród tych, którzy jeszcze niedawno dźwigali torby pełne wezwań z sądów, nadzwyczaj spójne. „Bardziej zadufanego w sobie faceta nie widziałem w życiu”. Mikosz niszczył Pocztę Polską z taką samą gracją, z […]
Robert Jaruga 2026-04-17
Człowiek z betonu
CZŁOWIEK Z BETONU O religii fundamentu w państwie zadłużonych Przyglądając się współczesnej Polsce, zgiełkowi partii, wyznań, przekonań i fobii, dochodzi się do wniosku, że kraj ten jest jak ogromne targowisko idei. Jedni niosą sztandary z napisem „wiara”, drudzy z napisem „ateizm”, inni „rodzina”, jeszcze inni „wolność od rodziny”, kolejni „tradycja”, następni „nowoczesność”. Jedni cytują Pismo, drudzy konstytucję, trzeci Twittera. Można się tu pokłócić o wszystko: o historię, o płeć, o podatki, aborcję, Kościół w szkołach, kredyty frankowe, i o to, kto naprawdę płaci za inflację. Były Żyd poróżni się z konwertowanym na Żyda, wyznawca Brauna nie poda ręki miłośnikowi Czarzastego, słuchacz Radia Maryja nie zrozumie obserwatora OnlyFans, a obserwator OnlyFans nie zrozumie samego siebie. A jednak. Istnieje w Polsce wartość wyższa, nadrzędna, ponadideologiczna. Coś, co nie dzieli, lecz łączy. Na to nie obraża się nikt – ani lewica, ani prawica, […]
Mirosław Kwaśny 2026-03-10
Nie mają nic prócz swoich rąk
TEMAT: IMIGRACJA Legalny import, nielegalny wyzysk Porozmawiajmy teraz o imigracji. Mam do tego pełne prawo – jako wieloletni imigrant, czyli ktoś, kto stał w kolejkach, tłumaczył się z akcentu i słuchał, że „miejscowi też chcieliby pracować”. Krótko mówiąc: znam temat od strony zaplecza, nie od strony mównicy. Biczowanie palmą wdzięczności Pamiętam, jak swego czasu prezes Kaczyński grzmiał, że „my wobec tych ludzi nie mamy żadnych zobowiązań”, bo – cytuję – „nie wyzyskiwaliśmy ich w koloniach, nie rabowaliśmy, nie biczowaliśmy palmą imperializmu.” Słuchałem tego ze łzami w oczach. Autentycznie. Bo jako ongiś obcy, byłem wszystkim naraz: „polaczkiem”, „hindusem”, „żydkiem”, „ćwokiem”, „Ukraińcem”. Miałem jedno imię zbiorowe: imigrant. W języku angielskim jest na to słowo bezwstydnej szczerości. Slave. Niewolnik. Etymologicznie od Slav, Słowianin. Przez stulecia Słowian sprzedawano na targach ludzi tak masowo, że ich nazwa stała się dla Anglosasa synonimem podczłowieka do pracy. […]
drwarlecki 2026-02-25
Krajowy system e-Zawałów
Polska to piękny kraj. Naprawdę. Nie ironizuję – jeszcze. Codziennie doświadczam tej urody, jadąc śliczną ścieżką rowerową w gminie Michałowice. Latarnie LED zapalają się przede mną jak w amerykańskich filmach, gdzie bohater idzie ratować świat. Potem skręcam w dzielnicę domów jednorodzinnych, gdzie każdy wygląda, jak willa genseka Edwarda Gierka w Ustroniu. Piękna to była willa – dziś wprawdzie zrujnowana, ale symbol pozostał. Tu domy są jak marzenia: kute ogrodzenia, jakby wyszły spod ręki ostatnich mistrzów baroku. Cyfrowy potwór w betonowej klatce Ale oprócz tych czarujących ścieżek w Michałowicach, tych domów o większej powierzchni niż sumienie kilku ministrów, w Polsce istnieje inna, zupełnie odmienna architektura. Ja ją widziałem. Wy nie. Architektura w betonowych kompleksach bardziej tajnych niż bunkry NATO. Broniona zasiekami, drzwiami pancernymi, komandosami, jak z filmów o zimnej wojnie. Współczesne narodowe Data Center: katedry XXI wieku. W środku – tysiące […]
Mirosław Kwaśny 2026-01-18
Bądź pierwszym, który skomentuje!